+48 690 891 238

+48 690 891 238

alexterr11

alterod65@gmail.com

Dwa rodzaje miłości

 Dwa rodzaje miłości Ogromnym szczęściem i radością jest moment, w którym w twoim życiu pojawiają się dzieci! Ileż było oczekiwań, marzeń, nadziei z tym związanych! Bardzo dużo. I jeżeli dziecko rośnie zdrowo i szczęśliwie, radości i dumy rodzice mają aż nadto! Są rodzice tak żarliwie zakochani w swoim dziecku, że żyją jego (dziecka) życiem na 100%. Własne życie, rozwój – może później. Albo też z powodu tej miłości przekazują wychowywanie dzieci nianiom, babciom, wraz z odpowiedzialnością. Ale są również tacy, którzy kochają po prostu: po cichu, prawdziwie, każdego dnia.
W mojej opinii, są to dwa zupełnie różne typy miłość. Pierwsza – narzucona, lepka, kontrolująca, krępująca, mająca skrajności i swoje skutki. Druga – budowana na zaufaniu, szacunku, zrozumieniu, wsparciu, pomagająca rosnąć i stawać się zdolnym kochać. Kochać życie, ludzi, zwierzęta i cały świat wokół. Taka miłość uczy wdzięczności za wszystko, co przytrafia się w życiu. Rodzice pragną dać swoim dzieciom wszystko, co najlepsze.
Wielu się udaje, ale są i tacy, którzy przez całe życie "starali się, jak mogli", a dzieci, które dorosły wciąż "wymagają i czegoś chcą". Tylko za wyraz miłości uważają teraz dom, samochód, przyjemności, podróże... I rodzice, nie porzucając swojej roli (wariant nr 1) starają się z pełnym zaangażowaniem... udowodnić "swoją miłość". Bardzo szybko w życiu takich ludzi pojawia się zmęczenie, zwątpienie, drażliwość, złość. "Lata już nie te", "Nie to zdrowie", "A coś w życiu sam potrafisz zrobić?", "Może coś byś choć raz osiągnął sam" - mówią swoim dorosłym już dzieciom.
Pewnego razu przechodząc przez ulicę Pastera w Odessie, pomogłem starszej kobiecie przenieść przez drogę całkiem ciężki worek ziemniaków. Zaczęliśmy rozmawiać. Tak na marginesie, w Odessie mieszkają ludzie bardzo ujmujący i kontaktowi. I właśnie ten ciężki worek ziemniaków babcia w wieku 84 lat wiozła... swojemu synowi, Wołodi.
W chwili "dowozu prowiantu" nasz Wołodia miał 60 lat! Sam już był dziadkiem i to całkowicie zdrowym. Na moje pytanie: "Jak to tak?" padła odpowiedź – "Przecież to mój syn! Do tego nie zna się za bardzo na ziemniakach. Szkoda, że już nie mam tyle siły".
Długo jeszcze stałem na chodniku i odprowadzałem wzrokiem oddalającą się babcię. Smutno. Nie pozwoliła maleńkiemu Wołodieńkie w końcu zostać Władimirem.
Wariant nr 1. Nie trzeba nic dodawać. Kochać znaczy ufać, służyć przykładem, być nauczycielem i autorytetem. Kochać, znaczy umieć zwracać się na "TY" do swojego dziecka i bardzo szanować JEGO ŚWIAT, ZNAĆ JE i nie być obcym w jego życiu. Kochać, znaczy pozwolić swojemu dziecku przejść przez wszystkie stopnie dorastania i wziąć odpowiedzialność za swoje życie, swój los. Bardzo bym chciał, aby wielu rodzicom starczyło mądrości, odwagi, inteligencji, wyczucia i wiary w siebie po to, aby ich dzieci zabrały ze sobą w dorosłe życie tylko to, co najbardziej potrzebne – wartości i punkty odniesienie, bazujące na miłości. Wtedy nie ma się co martwić o dzieci, ponieważ wierzysz w nie i znasz je.
Bardzo bym chciał, aby każdy z rodziców doświadczył takiego szczęścia. I może wtedy w wieku 84 lat nie będzie trzeba wieźć ziemniaków "swojemu Wołodieńkie"...

Komentarza