+48 690 891 238

+48 690 891 238

alexterr11

alterod65@gmail.com

Mama i dzieci...

 Mama i dzieci... Ta historia miała miejsce kilka lat temu i pozostawiła po sobie ślad w pamięci... Pewnego roboczego dnia zgłosił się do mnie lekarz z oddziału kardiologicznego z prośbą, abym popracował z jego pacjentką. Chodziło o kobietę w wieku 71 lat, która przeszła tygodniowe leczenie na oddziale i przygotowywała się już do wypisu.
Wszystko szło dobrze i zgodnie z planem: wszelkie konieczne badania zostały wykonane w odpowiednim czasie i w sposób profesjonalny, przestrzegano algorytmu leczenia. Pacjentka miała dobry kontakt z personelem, dobrano jej odpowiednie leki. Okres pobytu w szpitalu zbliżał się ku końcowi... I nagle kobieta zaczyna przez dwa dni płakać, nie chce z nikim rozmawiać, a do tego ciśnienie utrzymuje się na poziomie 180 na 100.
Ciśnienie udaje się obniżyć wyłącznie stosując zastrzyki i to na bardzo krótko. I wszystko zaczyna się od początku...
Pracując przez pół roku w dużej prywatnej firmie medycznej zauważyłem, że przebywanie w warunkach 5 gwiazdek ze wspaniałym wyposażeniem, wyżywaniem, kompetentnym i lojalnym personelem pacjent szpitala BARDZO dużo czasu spędza w samotności, sam w sali. Wiem, że istnieje określony algorytm leczenia, kolejność procedur i zabiegów, że lekarz nie może przez pół dnia siedzieć nad łóżkiem chorego... a jednak... Co dzieje się w głowie naszego klienta? O czym myśli? Czego się boi? Co mu się podoba? Czego oczekuje? Jakie ma nadzieje? Pytań jest dużo.
W ten sposób powstał program "Asysta Psychologa".
W krótkim czasie zyskał sympatię zarówno lekarzy, jak i klientów. Z pomocą tego programu udawało się udzielić chorym na różnych oddziałach więcej uwagi, dowiadywać się, jakie są ich nadzieje i lęki, oczekiwania i preferencje. W połączeniu z leczeniem i przy ścisłej współpracy z lekarzami, program dawał świetne efekty psychoterapii. I jako autor programu trafiłem tego dnia na salę, w której leżała nasza pacjentka...
Kiedy wszedłem do sali, przywitałem się i przedstawiłem, miałem w rękach tylko zeszyt i długopis. Kobieta leżała twarzą do ściany i płakała. Powoli odwróciła głowę w moją stronę, spojrzała i cicho powiedziała: "No i jak niby może mi pan pomóc?"
Bardzo często zdarza mi się słyszeć to lub podobne pytanie na początku znajomości... Mimo wszystko poprosiłem o jej pozwolenie, żeby zostać... Tak rozpoczęło się "podawanie przeze mnie koła ratunkowego" - siedziałem na krześle, a klienta leżała twarzą do ściany... Rozpoczęliśmy rozmowę, która zgodnie z moimi oczekiwaniami powinna doprowadzić do zrozumienia natury takiej reakcji zmęczonej i wyczerpanej kobiety. Jak się okazało, kilka dni wcześniej zaczęła ona myśleć, ile mogłoby ją kosztować leczenie w prestiżowej prywatnej klinice. Zgodnie z jej "wyobrażeniami i obliczeniami" cyfra powinna mieć sześć zer.
Przywieziono ją karetką z nadciśnieniem złośliwym jako osobę ubezpieczoną. W momencie wypisu wszystkie koszty zostały już w całości opłacone, a czasu, żeby o tym myśleć miała aż za dużo. Koszt całego pobytu w szpitalu, badań, lekarstw został opłacony przez dzieci tej kobiety, po połowie przez syna i córkę. W chwili hospitalizacji swojej mamy syn był na kontrakcie w Nowym Jorku, a córka pracowała w Moskwie. Co najciekawsze, zrobili to oni od razu i z własnej woli!
Mama odczuwała wstyd i jej sumienie dręczyła myśl, że TAK postąpiła ze swoimi dziećmi! Pacjentka była nieugięta, a jej przekonanie i reakcja na sytuację doprowadziły do trwałego nadciśnienia. Jej dzieci już dawno dorosły, założyły rodziny, odniosły sukces! Jednocześnie wciąż bardzo kochały SWOJĄ MAMĘ! Rozmawialiśmy, a ona cały czas płakała... I wtedy zadałem pytanie, którego się nie spodziewała:
"A ile była warta kropla mleka matki, którym karmiła pani syna – odnoszącego sukcesy biznesmena z Nowego Jorku? I jak wyceni pani bezsenną noc, którą spędziła pani przy łóżku córki z podwyższoną temperaturą, na dzień dzisiejszy utytułowanej artystki z Moskwy?" W sali zapadła cisza i kobieta przestała płakać... Cisza trwała pięć minut... A potem kobieta odwróciła się do mnie twarzą, popatrzyła z uwagą i powiedziała:
"Jaka jestem głupia!!! Płaczę i płaczę. Wychodzi na to, że powinnam być dumna ze swoich dzieci!!! Z tego, jakie są porządne!!!" Potem przez długi czas opowiadała mi różne historie z dzieciństwa swoich dzieci, i to już wygodnie siedząc na łóżku. Uśmiech na twarzy i duma ze swoich dzieci od tej chwili przepełniły tę kobietę...
Kiedy wizyta i trudna rozmowa zbliżyły się ku końcowi, pojawiły się słowa wdzięczności za wrażliwość, zrozumienie, ludzkie podejście. A ja po raz kolejny upewniłem się, że samo leczenie na dzień dzisiejszy już nie wystarczy – konieczne jest wsparcie i asysta psychologa w okresie hospitalizacji i tuż po jej zakończeniu. Przy okazji, ciśnienie naszej pacjentki osiągnęło normę i w świetnym nastroju została ona wypisana do domu już następnego dnia rano.
To była historia o Mamie i Dzieciach – kochających i kochanych, gotowych na poświęcenia i pomoc, bez względu na wiek, obowiązki i odległość.

Komentarza